Znaczek Parasola  

Specjalna operacja bojowa "Koppe"

 
     

czas: 11 lipca 1944 r., rano

miejsce: Kraków, róg ulic Zwierzynieckiej i Powiśla
obiekt akcji: generał SS Wilhelm Koppe, szef gestapo i policji w Generalnym Gubernatorstwie, członek rządu Generalnego Gubernatorstwa, pierwszy zastępca generalnego gubernatora Franka

wywiad i przygotowania: Rozpoznanie prowadzili "Rayski", "Kama" i "Dewajtis".

dowódca, pluton: "Rafał" (Stanisław Leopold), pluton I

Przebieg akcji: Grupa dwudziestu osób wyrusza pięcioma samochodami i pociągami do Krakowa. Wszelkie przygotowania związane z akcją w obcym mieście są już gotowe. Mają tu oni jeszcze dwa tygodnie na zgranie się z miastem. W trzecim tygodniu zaczęło się. Jedna grupa ma za zadanie uderzyć na samochód Koppego, druga na jego ubezpieczenie (czterech policjantów). Kierowca - Otwocki - zajedzie ciężarówką drogę Koppemu. Niestety, pierwszego dnia (8.07.) Koppe nie nadjechał. Tak samo drugiego (9.07.). Pojechał inną trasą, których do wyboru miał trzy. Koppe zmienia również samochody, a różnice w czasie przejazdu sięgają godziny. Pewnie właśnie tym wywołane zmęczenie (lato, długie płaszcze do ukrycia broni) i wyczerpanie nerwowe spowodowało, że po tym jak "Dewajtis" zeszła po schodach i "Rafał" zdjął nakrycie głowy uderzenie zostało opóźnione, a Otwocki nie zdążył do końca zajechać Koppemu drogi. Wóz Niemca przejechał. Koppe jest jednak ranny. "Kruszynka", "Ali", "Akszak" i "Orlik" gonią Koppego półciężarówką prowadzoną przez "Kruszynkę", cały czas strzelając. Mercedes ma podziurawione opony. Wtedy "Rafał" wzywa pościg wybuchem filipinki do powrotu. Reszta załadowała się już do aut czekających na pl. Kossaka. Jedynym rannym jest Mietek, któremu "dr Maks" podczas jazdy wyjmuje kulę z ramienia. Wyjechali z miasta. Jeden z wozów prowadzi "Korczak" ubrany w mundur SS-manna. Jadą na Wolbrom, aby w tamtejszych lasach skryć się u wcześniej umówionych partyzantów. Mijają ich samochody niemieckie. Jeden z nich zatrzymuje się i ostrzeliwuje ich. Dietrich jest ciężko ranny w brzuch. Po godzinie "dr Maks" załatwia mu miejsce w pobliskim folwarku. "Dr Maks" udaje się tam z przydzielonymi mu dwoma ludźmi oraz wozem. Reszta jedzie dalej. W wąwozie jednak natchnęli się na ciężarówkę pełną żandarmów. Wyskoczyli z wozów. Jeremi, który pełnił w akcji rolę obserwatora, osłania odskok wybuchem filipinki. Nadjeżdża druga ciężarówka, pełna SS-mannów. W pewnej chwili zorientowali się, że w samochodzie została "Zeta". Zawróciwszy, z Jeremim na czele rzucili się do samochodu, lecz ogień niemiecki był tak silny, że szturm załamuje się całkowicie. "Zeus" i "Warski" są ranni. "Zeta" ostrzeliwuje się. "Jeremi" zarządza odwrót. Biegną pod górę, w stronę lasu. Las oddalony jest o ok. 5 km. Bije kilkadziesiąt niemieckich karabinów maszynowych. Ich pistolety maszynowe nic przy nich nie znaczą. Wielu pada po drodze ze zmęczenia. Dostrzegając jednak psy, znów się podnoszą. Kilku jest rannych. "Rafał" rezygnuje z dalszej walki. Podnosi go jednak "Jeremi". Staszek "Ali" pada ranny, rzuca się na niego pies. "Jeremi" obejmuje dowództwo. Dowlekli się do lasu. Po krótkim odpoczynku ruszyli do oddziału "Hardego". Znalazł się tam także "dr Maks". Ocalało ich piętnastu.




do strony o Parasolu